
| 26.06.2010 - SZCZECIN VETERAN CUP 2010 |
| czwartek, 15 lipca 2010 12:24 |
|
Kiedy z uwagi na niedogodny termin nie mogłem wybrać się do Lublina, a w kalendarzu imprez pojawiły się wyścigi w Szczecinie decyzja mogła być tylko jedna – jadę!! Tym razem już nie sam bo dołączył do mnie równie stateczny wiekowo jegomość Remik na DKW NZ 250 no i mój najwierniejszy kibic – żona. Bez specjalnych przygotowań odczepiłem wózek boczny, motocykle na przyczepkę i w trasę.
Na tor kartingowy stawiliśmy się przed czasem, więc była okazja odpocząć, coś zjeść i poznać przyszłych rywali i organizatorów. Po zarejestrowaniu w biurze i badaniach technicznych mogliśmy już dumnie postawić nasze motocykle w parku maszyn. Obok różnej maści WS-ek, i Kobuzów dumnie prezentowały się tam min. Royal Enfield, 2 SHL-ki Gazela, skuter Troll, IŻ-49,AWO Sport, M-72, kilka starszych japończyków, których nazw nie pamiętam oraz typowo sportowa legenda MV Augusta.
Zanim miało dojść do rywalizacji każdy uczestnik miał możliwość jazdy próbnej w celu zapoznania z torem, który był niesamowicie kręty. Wyścigi podzielono na kilka biegów, w których startowały motocykle zbliżone rocznikiem i pojemnością bądź mocą silnika. W moim wyścigu za rywali otrzymałem: współtowarzysza Remika na DKW NZ 250 oraz kolegów na IŻ-u 49 i AWO Sport.
Start wyznaczony w samo południe w formie LE MANS (dobiegnięcie do motocykla, odpalenie i jazda) dostarczył mi niesamowitych emocji i o mało nie zakończył się katastrofą. Po sygnale cała trójka ruszyła do maszyn i w trasę, a moja wspaniała 600-tka, jak nigdy dotąd, pomimo wielu kopnieć ani drgnie. Rywale już w połowie okrążenia, a ja sprawdzam prądy, paliwo, wszystko OK., a motorek milczy. W tym momencie wyścig dla mnie mógł się już zakończyć, na całe szczęście z pomocą przyszli mi kibice i SOKÓŁ zawarczał z popychu. Ruszyłem w szaleńczą pogoń za rywalami i już na 2 okrążeniu udało mi się wyprzedzić AWO, a na następnym IŻ-a. Na dogonienie DKW-ki nie starczyło już niestety okrążęń, których w sumie przejechaliśmy 8. Po wyścigu adrenalina długo jeszcze nas trzymała, a i satysfakcja i doznania były bezcenne.
Następnie odbyło się jeszcze 5 wyścigów w różnych klasach, z których najciekawsza była rywalizacja WS-ek. Na koniec odbyła się dekoracja zwyciężców, były upominki, dyplomy, zdjęcia dla prasy i szampan oczywiście. Chyba wszyscy wracali zadowoleni, nie było żadnych upadków i kontuzji choć nie obyło się bez defektów. Impreza naprawdę udana, mająca swój niepowtarzalny klimat, dla ludzi pozytywnie zakręconych, lubiących zabytki ale i sportową rywalizację. SOKÓŁ 600 zdał po raz kolejny egzamin na 6-tkę i jeszcze pewnie nie raz przyjdzie mu ciasno przycinać zakręty zanim spocznie na zasłużonej emeryturze. Mariusz-Maniek |