
| 10-12 czerwca 1994 roku - Nasz Drugi Zlot |
| piątek, 12 sierpnia 2011 12:16 |
|
Przyszła pora, aby zorganizować nasz II zlot. (oryginalny tekst z kroniki klubowej prowadzonej przez Kingę i Darka) Po spotkaniach trzeba było zabrać się do pracy. Przemek załatwił tańsze znaczki niż rok temu i w większej ilości. Były problemy z terenem zlotu. Jankowo Dolne odpadło ze względu na strefę ciszy, którą tam wprowadzono. Następne miejsce to ośrodek nad Borzątwią, ale to także odpsdło. Pozostało nam Cielimowo gdzie znajduje się poligon wojskowy. Wykosiliśmy teren, ogrodziliśmy, postawiliśmy WC oraz kufę z wodą i teren był przygotowany na najazd motocyklistów. Część klubowiczów zwyczajem z zeszłego roku "koczowała" już od czwartku... aż nadszedł ten dzień... PIĄTEK - rozpoczęcie zlotu. Pierwsi uczestnicy przyjechali w godzinach popołudniowych ze Zgorzelca. Czas mijał, a motocykli nie przybywało w takim tempie, w jakim się spodziewaliśmy. Godzina 18.00 - mamy wpisanych ok. 25 motocyklistów. Zaczęliśmy wątpić w powodzenie tego przedsięwzięcia, aż nagle ogromna "chmara" motocykli zajechała pod bramę wjazdową. Coś drgnęło i to solidnie. Dziewczyny nie nadążyły zapisywać. Wieczorem zabrakło znaczków, a ludzi wciąż przybywało. W SOBOTĘ rano, gdy wszyscy niemal spali, ktoś naliczył 252 motocykle, a przed paradą jeszcze kilka dojechało. Na śniadanie każdy dostał kiełbasę i chleb. Pogoda oczywiście dopisywała. W samo południe w asyście policji prawie dwie setki maszyn zawładnęło gnieźnieńskimi ulicami. Punktem docelowym był deptak, gdzie miała miejsce parada. Tłumy Gnieźnian ruszyły w stronę motocykli. Takiego najazdu jeszcze tutaj nie było. Po godzinnym postoju ruszyliśmy z powrotem do Cielimowa na zupę. Po drodze jednemu z uczestników zapalił się Ural. Pożar ugaszono, a motocykl po małym remoncie został wieczorem uruchomiony, a właściciel otrzymał pewną sumę jako największy "pechowiec".
Po obiedzie i małym odpoczynku przyszła pora na konkurencje: slalom solo i z wózkiem, ciągnięcie opony z pasażerem, przyspieszenie, wolna jazda, szukanie klamry do pasa w słomie. Uczestnictwo honorowane było piwem, a wygrana dyplomem i nagrodami, które rozdaliśmy wieczorem po kolacji. Zadowoleni z tego, że udał nam się kolejny zlot oraz, że przybyło więcej ludzi niż się spodziewaliśmy, odetchnęliśmy z ulgą, gdy nagle doszło do bójki, w której członkowie wrocławskiego "NO BRAKES" ranili jednego z uczestników, którego odwieźliśmy do szpitala. "Nasza" gnieźnieńska policja nie rozdzieliła walczących lecz "wtuliła ogony pod siebie" i odjechała. W NIEDZIELĘ od rana, gdy wszyscy zaczęli odjeżdżać do domu doszło do zderzenia czołowego dwóch gnieźnieńskich zielonych Iży. W czasie wypadku, gdzie motocykle uległy małym deformacjom nic nie winny pasażer został raniony w kolano, które trzeba było szyć. W południe zabraliśmy się do sprzątania terenu zlotu i okazało się, że "kibel" który został pożyczony zniknął w cudowny sposób, a dokładniej został wykorzystany jako materiał opałowy do ogniska. Na najbliższym spotkaniu trzeba będzie zbudować i oddać pożyczone WC. Późnym popołudniem zaczęliśmy rozjeżdżać się i tak zakończył się nasz II zlot. ...prasa tym razem skromnie...
|